Jeśli jesteś zainteresowany nauką, rozwojem i nowymi technologiami, to znajdujesz się we właściwym miejscu. Blog nowe technologie to znakomite źródło informacji ze świata smartfonów, komórek i tabletów. Na naszej stronie będziesz mógł dowiedzieć się o najbardziej interesujących i istotnych odkryciach i wydarzeniach z różnych części świata.



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oprogramowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oprogramowanie. Pokaż wszystkie posty

Telefony komórkowe oraz inne urządzenia mobilne towarzyszą nam już praktycznie na każdym kroku naszego życia. Wykorzystujemy je nie tylko do utrzymywania kontaktu z bliskimi osobami, ale także do pracy czy rozrywki. Z badania przeprowadzonego przez agencję We Are Social wynika, że z urządzeń mobilnych na całym świecie korzysta już ponad połowa populacji, czyli aż 3,8 miliarda osób, a według Newzoo 1,7 miliarda gra w gry mobilne. W naszym kraju telefon komórkowy ma już 74% Polaków, czyli 28,4 miliona osób. Z kolei 6,6 miliona z nich gra w gry mobilne.

Urządzenia mobilne już na dobre zadomowiły się w rękach Polaków. Badanie przeprowadzone przez We Are Social jasno pokazuje, że coraz chętniej wykorzystujemy telefony komórkowe nie tylko do wykonywania połączeń czy pisania wiadomość tekstowych, ale także do rozrywki takiej jak: oglądanie filmów, korzystanie z Internetu czy granie w gry. 
Rośnie popularność gier mobilnych

- Polacy coraz częściej instalują gry w swoich telefonach i cenią sobie produkcje, które nie wymagają od nich dużego nakładu czasu. Dla przykładu, w naszej najnowszej grze wyścigowej Road Racing pojedyncza sesja może trwać nawet kilka minut. Jeśli ktoś woli spędzić na jednej rozgrywce więcej czasu to może oczywiście wykonać kilka czy kilkanaście misji pod rząd. - mówi Grzegorz Zwoliński, współzałożyciel i Chief Operating Officer firmy T-Bull S.A.

Ekspansja technologii sprawiła, że telefon komórkowy to podstawowe urządzenie elektroniczne prawie ¾ Polaków. Według najnowszych danych, 25% z nas korzysta z mobilnych komunikatorów (9,7 miliona), 19% ogląda materiały wideo (7,3 miliona), 27% używa nawigacji (10,4 miliona), a 17% gra regularnie w mobilne gry (6,6 miliona).
 
W okresie styczeń-maj 2016 Android posiadał aż 62.86% udziału w rynku mobilnych systemów operacyjnych, zajmując tym samym pozycję niekwestionowanego lidera. Na drugim miejscu uplasował się iOS z wynikiem na poziomie 29.32%. Trzecie miejsce z kolei przypadło dla Windowsa Phone, który miał 2.93% udziału. Poza czołówką znalazły się: Java ME - 2%, BlackBerry OS - 1.4%, Symbian - 1.28%, Samsung - 0.15% oraz inne - 0.06%. 

Co ciekawe, w analogicznym okresie w ubiegłym roku, Android miał o kilkanaście procent mniejszy udział niż obecnie, czyli 49.32%. iOS radził sobie znacznie lepiej, gdyż w rynku mobilnych systemów operacyjnych posiadał aż 40.89% udziału. Trzecie i czwarte miejsce zajmowały kolejno: Java ME – 3.35% oraz Symbian – 2.92%. Windows Phone miał dopiero piątą pozycję z wynikiem na poziomie 2.39%. Ranking zamykały: BlackBerry OS – 0.99%, Kindle – 0.06%, pozostałe – 0.08%. 

- W pierwszej połowie 2015 odnotowaliśmy 9,4 miliona pobrań gier na urządzenia z system Android, 3,9 miliona na iOS, 6,2 miliona na Windows Phone oraz 2,6 miliona na BlackBerry OS. Dla porównania, w tym roku użytkownicy pobrali nasze gry w wersji na system Android już 25 milionów razy. Mamy tu do czynienia z ponad dwukrotnym wzrostem rok do roku. Jeśli chodzi zaś o iOS, to odnotowaliśmy 2,5 miliona pobrań. Windows Phone to 9,7 miliona a BlackBerry OS - 2,8 miliona. – wyjaśnia Damian Fijałkowski, współzałożyciel i Chief Technology Officer firmy T-Bull S.A.

Jak pokazuje NetMarketShare, rok 2016 jest bez jakichkolwiek wątpliwości rokiem Androida. Pod względem udziału w rynku, iOS w porównaniu z okresem styczeń-maj 2015 stracił aż 11.57 punktu procentowego na rzecz systemu operacyjnego Google. Oprócz dużego wzrostu popularności Androida, lepszym wynikiem mogą pochwalić się także: Windows Phone (wzrost o 0.54 punktu procentowego) oraz BlackBerry OS (wzrost o 0.41 punktu procentowego).

T-Bull projektuje gry na wszystkie platformy mobilne. Ostatnia produkcja studia, Road Racing pojawiła się w wersji dla iOS, a wkrótce będzie dostępną również w wersji na pozostałe platformy. Road Racing zalicza się do kategorii free-to-play, co oznacza, że aplikację pobiera się bezpłatnie, lecz są w niej dostępne przedmioty, które można dodatkowo zakupić za prawdziwe pieniądze, co nie utrudnia jednak rozgrywki.

Webowa ochrona aplikacji

poniedziałek, 25 stycznia 2016 3 komentarze

Szerokiej gamie ataków opierających się na HTTP powinno się zapobiegać już z poziomu aplikacji. Lista OWASP Top 10 jest najlepszym przykładem technik ataków, które można zarówno wykrywać, jak i zapobiegać im na tym poziomie. Istnieje mnóstwo narzędzi, w tym do analizy statycznej i dynamicznej czy testów penetrujących, mających za zadanie zapewnić, że podatności zostaną wychwycone w odpowiednim momencie i nie przejdą do fazy produkcyjnej. Oczywiście to wszystko pod warunkiem, że testy te zostały wykonane zgodnie z praktyką, polegającą na integracji bieżących zmian w procesie CI/CD, zamiast bycia ostatnim etapem przed oddaniem produktu w ręce użytkowników.

Nawet jeśli udało się wyeliminować wszystkie potencjalne luki w procesie tworzenia oprogramowania, aplikacje nadal mogą być zagrożone. Dzieje się tak ponieważ niektóre ataki nie mogą być wykryte z poziomu aplikacji. W gruncie rzeczy, zanim taki atak dosięgnie aplikację jest już za późno.

Mowa o atakach DDoS na poziomie warstwy aplikacyjnej (HTTP). Tak, właśnie tych, które w niemalże wampiryczny sposób wykorzystując protokół HTTP, wysysają zasoby pamięciowe i obliczeniowe aplikacji, czyniąc ją tym samym bezużyteczną dla użytkowników.

Istnieją dwa typy ataków DDoS: szybki i wolny. Zalewanie dużą ilością pakietów (flooding) oraz wysycanie zasobów.

Atak flooding

Polega na wykorzystaniu faktu, że aplikacje mają za zadanie przyjmować zapytania HTTP i odpowiadać na nie. Po to właśnie zostały stworzone czyż nie? Robią więc to, niezależnie od szybkości, z jaką zapytania napływają. Nawet jeśli dzieje się to w tempie blokującym dostępne zasoby w ciągu minut czy sekund – aplikacja wciąż stara się odpowiedzieć. Każda aplikacja (urządzenie, usługa, system itp.) ma określony limit połączeń TCP, które może nawiązać. Po przekroczeniu tej liczby jest to po prostu niemożliwe, a dalsze zapytania są ignorowane. Użytkownicy spotykają się z taką sytuacją przy okazji napotkania komunikatu „Próba połączenia…”, ponieważ wtedy ich przeglądarka lub aplikacja oczekuje określoną ilość czasu, by następnie przeprosić za brak możliwości połączenia.

Ten rodzaj ataku może nastąpić tak szybko, że przewyższy zdolność systemu do oszacowania skali żądania. Nawet autoskalowanie niewiele tu pomoże, bo czas potrzebny do ustanowienia i wdrożenia nowych instancji dla aplikacji jest większy niż czas potrzebny by ogołocić istniejące instancje zasobów.

Atak wysycający


Z drugiej strony ­– atak wysycający – ma taki sam cel, jednak wykonuje go poprzez wymuszenie na aplikacji utrzymywania otwartego połączenia dłużej niż rzeczywiście jest to potrzebne. Robi to udając, że jest w trakcie połączenia; przesyłając niewielkie ilości danych z aplikacji w ciągu sekundy zamiast w pełni wykorzystywać dostępne możliwości. Takie działanie sprawia, że połączenie trwa dłużej, a jeżeli zostanie nawiązane wystarczająco dużo połączeń, sprawia to, podobnie jak w ataku blokującym – wyczerpywanie się zasobów.

Żadnego z tych ataków nie da się wykryć z poziomu aplikacji. Dlaczego miało by się dać? Dla aplikacji, te żądania są poprawne. Są to dobrze zbudowane, oparte na HTTP żądania dostępu do danych, na które udzielanych jest tysiące odpowiedzi dziennie. Przy żądaniu HTTP nie ma żadnej flagi lub bloków danych, które wskazują na jego podstępną naturę. Aplikacja nie widzi złośliwych intencji, które kryją się za tymi żądaniami, ponieważ nie posiada ona wglądu do sieci lub do szerszego środowiska – w szczególności do tabeli sesji serwera, która zawiera listę wszystkich otwartych połączeń. Nawet pomijając kwestie techniczne związane z wątkami, procesami czy zmiennością danych w wielowątkowych środowiskach, warto skupić się na „braku wglądu w przetwarzanie innych żądań.”

Wystarczy powiedzieć, że aplikacja sama w sobie nie jest w stanie stwierdzić czy któreś z żądań jest częścią większego ataku (atak flooding) czy spowoduje przydzielenie zbyt dużej ilości zasobów powodując ich wysycanie.

Proxy na ratunek

Tym, co ma wgląd w oba źródła, jest proxy, które jest umieszczone przed aplikacją. Dzieje się tak, gdyż proxy dokonuje równoważenia obciążenia (ang. load balancing), a zatem musi zwracać uwagę na liczbę żądań, które są aktualnie przetwarzane jak również na te, które nadchodzą, gdyż musi je wysłać do jednej z aplikacji, znajdujących się w grupie (w klastrze).

Co więcej, musi również wiedzieć gdzie wysłać odpowiedź, więc musi posiadać informacje dotyczące klienta oraz jego połączenia sieciowego (zazwyczaj do aplikacji jest wysyłany tylko adres IP klienta). W odróżnieniu od aplikacji, ma on wgląd, który pozwala zauważyć zarówno atak wysycający jak i blokujący oraz powstrzymać je zanim zdążą zanurzyć swoje kły w zasobach aplikacji.

Dlatego usługi oparte o proxy, takie jak WAF (Web Application Firewall) lub nawet zaawansowany load balancer to kluczowe elementy współczesnej strategii ochrony aplikacji. Ponieważ mają one odpowiedni wgląd, oznacza to, że mogą wykryć anomalie związane z zachowaniem się ataku i powstrzymać go, tak jak czosnek powstrzymuje wampira.

Ponieważ te tradycyjne usługi „sieciowe” powinny stać się częścią architektury aplikacyjnej, wydaje się być logiczne, że podejście DevOps powinno rozciągnąć swoje skrzydła i wziąć pod nie te usługi, które w naturalny sposób zmierzają w stronę aplikacji, takie jak bezpieczeństwo aplikacji i skalowalność (równoważenie obciążenia).

Aplikacje nie są w stanie zatrzymać każdego ataku, a w szczególności tego, który wymaga wglądu na poziomie, który nie jest dla nich dostępny. Współpraca z takimi usługami aplikacyjnymi jak webowa ochrona aplikacji i równoważenie obciążenia, może sprawić, że bardziej kompleksowa lista ataków będzie mogła zostać zidentyfikowana i powstrzymana, zapewniając mniejszą liczbę włamań i awarii.

Cyberprzestępcy na swój kolejny cel wybrali sobie klientów korzystających z usług firmy Netia. Użytkownicy otrzymują fałszywe maile zawierające zainfekowany załącznik opatrzony tytułem ,,Potwierdzenie zmiany warunków umowy”. Celem fałszywych maili jest kradzież plików z zainfekowanego komputera oraz loginów i haseł do skrzynek mailowych użytkowników.

Wiadomość mailowa, pochodząca rzekomo od Netii, informuje, że w załączniku znajduje się plik potwierdzający zmianę warunków umowy. W rzeczywistości załącznik to plik o rozszerzeniu ZIP, a użytkownik klikając w niego instaluje na swoim komputerze złośliwe oprogramowanie, które ESET klasyfikuje jako Win32/PSW.Papras.EH. Po tym, jak zagrożenie zostanie uruchomione na urządzeniu, dodawany jest wpis do rejestru, który powoduje automatyczne uruchamianie zagrożenia przy każdym starcie systemu Windows. 
Fałszywy mail od Netii

Złośliwy program zbiera dane ofiary, m.in. informacje o systemie operacyjnym i użytkowniku systemu, a także ciasteczkach z popularnych przeglądarek internetowych i dane logowania do skrzynek mailowych. Następnie wszystkie zebrane informacje przesyła na zdalny serwer. Zagrożenie regularnie kontaktuje się ze zdalnym serwerem w oczekiwaniu na polecenia: pobrania danego pliku z zainfekowanego komputera, uruchomienia dowolnego pliku, przesłania zgromadzonych danych czy aktualizacji zagrożenia do najnowszej wersji. 

To kolejna fala fałszywych maili zawierających załącznik infekujący zagrożeniem Win32/PSW.Papras. W zeszłym roku w podobny sposób cyberprzestępcy próbowali infekować komputery internautów, podszywając się pod Pocztę Polską.

Programy ESET wykrywają zagrożenie i blokują dostęp do niebezpiecznego pliku, dzięki czemu użytkownik uniknie infekcji swojego systemu. Jeśli kliknąłeś w ostatnim czasie w załącznik, który miał stanowić potwierdzenie umowy, sprawdź czy Twój komputer nie jest zainfekowany – pobierz ze strony eset.pl wersję testową programu ESET Smart Security i sprawdź czy Twój komputer jest wolny od Win32/PSW.Papras.

Infinite Scratch Master

wtorek, 25 listopada 2014 2 komentarze

Już 28 listopada 2014 w Lubelskim Parku Naukowo-Technologicznych odbędzie się Infinite Scratch Master, czyli warsztaty programowania w języku Scratch połączone z konkursem.

Infinite Scratch Master to propozycja dla studentów, którzy znają lub chcą poznać środowisko Scratch. Doświadczeni wykładowcy przybliżą, jak uczyć programowania w języku Scratch już w szkołach podstawowych. Warsztaty będą stanowić wstęp do konkursu, w ramach którego studenci będą mogli zgłosić autorski projekt opracowany w Scratch wraz ze scenariuszem przykładowej lekcji. Dla autorów najlepszych projektów przewidziane są cenne nagrody multimedialne, np. domowe biuro Samsunga, smartfon Nokia Lumia czy upominki firmowe. 

Infinite Scratch Master
Projekty można zgłaszać do 8 stycznia 2015 r. Zapisy na warsztaty oraz formularz zgłoszeniowy do konkursu można znaleźć na stronie www.infinite.pl/scratch      

Scratch jest wirtualnym językiem, który pozwala przybliżyć dzieciom i młodzieży ideę programowania, jednocześnie ucząc kreatywnego, logicznego myślenia. W środowisku scratch można tworzyć interaktywne gry, animacje i historyjki, przy czym nie wymaga to zaawansowanej wiedzy matematycznej. Programowanie Scratch idealnie wpisuje się w ideę nauki przez zabawę – ćwiczenia przypominają układanie puzzli, a szybkie efekty pracy wzmagają zainteresowanie nowinkami technologicznymi. Programowanie to zdecydowanie przyszłościowa umiejętność, dlatego podstawy warto zdobywać już w młodym wieku.     

Infinite Scratch Master to wspólny projekt Miasta Lublin oraz lubelskiej firmy Infinite, która specjalizuje się w rozwiązaniach informatycznych dla biznesu. Konkurs ma za zadanie przybliżać młodym osobom nowe technologie, które stanowią obecnie nieodłączny element ścieżki zawodowej. Więcej informacji znaleźć można na stronie www.infinite.pl/scratch.

Tester oprogramowania to nowy kierunek studiów podyplomowych jaki można wybrać w Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie.  Tester oprogramowania to zawód dla każdego, nie tylko dla osób technicznych.  Pracodawcy sami będą przychodzić po absolwentów tych studiów – przekonuje Radosław Smilgin – specjalista jakości i testowania oprogramowania w testerzy.pl.
 
Skąd pomysł na studia podyplomowe Testerzy oprogramowania?
Na rynku istnieje olbrzymia dysproporcja między liczbą etatów, a liczbą dostępnych testerów oprogramowania. I to w sytuacji kiedy tak wielu młodych ludzi dotyka problem bezrobocia. Od wielu lat ludzie związani zawodowo z jakością promują zawód testera, ale mam wrażenie, że właśnie teraz widać efekty pracy, jaka została wykonana. Biznes coraz bardziej kierowany jest oprogramowaniem, a kto może lepiej kontrolować jakość aplikacji niż testerzy, którzy stoją w jednym szeregu z programistami. Dostrzegają to nie tylko międzynarodowe korporacje, ale również polskie firmy. Najwyższy czas, aby polskie uczelnie zwróciły uwagę, że testowanie oprogramowania nie może być zamknięte w 10-godzinnym wykładzie w ramach innych specjalizacji.
 
Czy uczelnie oferują podobne studia?
Próby organizowania studiów podjęliśmy już na wielu uczelniach. W wielu miejscach odbijaliśmy się od biurokratycznej ściany, albo czekaliśmy na bliżej nieokreślone osoby, które miały podjąć „decyzję”. Akademia Finansów i Biznesu Vistula przyciągnęła nas przede wszystkim autorytetem profesora Krzysztofa Rybińskiego. Od momentu wysłania swojej propozycji do otrzymania mailowej odpowiedzi czekaliśmy… 15 minut. Po tym czasie dostaliśmy od profesora zaproszenie do spotkania i przedstawienia siebie i swojej propozycji studiów. Byliśmy naprawdę pozytywnie zaskoczeni.
 
Kogo widzi Pan jako uczestników tych studiów?
Tu zaskoczenie, ale niekoniecznie muszą to być osoby techniczne. Znam wiele osób, które ukończyły studia ekonomiczne, ochronę środowiska czy językoznawstwo i świetnie odnajdują się w zawodzie testera. Ludzie boją się w IT konieczności programowania, ale należy podkreślić, że 80% testerów to osoby, które testują manualnie. Testerzy przede wszystkim weryfikują jakość aplikacji używając jej interfejsu. Czasami umiejętność kodowania jest wręcz przeszkodą. Zapraszam na studia ludzi, którzy mają otwartą głowę i nie boją się wyzwań. Ludzi, którzy są gotowi do nauki i do zdobycia wartościowego zawodu.

Czym wyróżnia się zawód?
Należy pamiętać, że zawód testera cechuje się tzw. szybkim startem. Samo testowanie produktów czy sprawdzenie jakości jest czynnością, którą wykonujemy każdego dnia. Próbujemy, smakujemy i na końcu oceniamy wiele rzeczy codziennie. Jest to więc nasza naturalna umiejętność, którą rozwijamy od początku naszego życia. Testowanie oprogramowania jest rozszerzeniem i skoncentrowaniem tej umiejętności na konkretny obszar jakości oprogramowania. Każdy może więc bardzo szybko rozpocząć pracę w testowaniu. My tym osobom, które się na to zdecydują, do już posiadanej umiejętności dodamy wiedzę o technikach, o tym jak optymalizować swoją prace i dostarczać raport, który znajdzie uznanie u każdego managera projektu.
 
Jakie perspektywy stoją przed osobami, które ukończą te studia?
Ludzie nie są w stanie wyobrazić sobie życia bez komórki czy telewizora. Jeśli rozpiszemy to na składowe to w którymś momencie dojdziemy do wniosku, że ludzie są mniej lub bardziej świadomie uzależnieni od oprogramowania. W procesie dostarczania oprogramowania na rynek tester oprogramowania jest bardzo ważnym ogniwem. Rynek oprogramowania rośnie z każdym rokiem. Pracy dla testerów oprogramowania już dziś jest tak wiele, że pracodawcy muszą licytować się o najlepszych. Razem z Akademią Finansów i Biznesu Vistula chcemy te najlepsze osoby przedstawić rynkowi. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że pracodawcy sami będą przychodzić po absolwentów tych studiów.

Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z grafiką komputerową, możesz być zaskoczony tym, że twoje prace wyglądają znacznie gorzej od dzieł profesjonalnych grafików. W dalszej części tego tekstu dowiesz się, co zrobić, by tworzyć szybciej i lepiej.

Podstawową zasadą, gdy zaczynasz tworzyć grafikę komputerową, jest uczenie się dzięki tutorialom. Przeczytanie instrukcji programu lub chaotyczne wybieranie poszczególnych opcji nie zrobi z ciebie grafika. Tutoriale uczą cię krok po kroku, jak coś zrobić, dzięki czemu naprawdę poznajesz możliwości programu. Poznawanie ich na własnych błędach zajęłoby lata. Podstawową umiejętnością, którą musisz opanować, by osiągnąć mistrzostwo w grafice, jest znajomość języka angielskiego. Większość tutoriali jest właśnie w tym języku. Wybieraj nagrania i artykuły dostosowane do twoich umiejętności. Jeśli podejmiesz się zbyt trudnego tutoriala, prawdopodobnie go nie ukończysz.
Grafika komputerowa

Kolory na skróty

Dzięki tutorialom poprawisz swoje umiejętności korzystania z programu graficznego oraz poznasz jego możliwości. Możesz jednak mieć w dalszym ciągu problem z dobraniem właściwej kolorystyki prac. Aby tworzyć dobrze komponujące się obrazy lub strony internetowe, musisz poznać podstawy pracy z kolorem. Wiąże się to z czytaniem książek na temat kompozycji, ale nie martw się, są też drogi na skróty.

Najprostszym sposobem dobrania odpowiednich kolorów do obrazu jest użycie narzędzia o nazwie Adobe Kuler. Jest ono proste w użyciu i dzięki niemu nawet daltonista będzie umiał stworzyć stronę internetową, w której kolory pasują do siebie. Jeśli nie korzystasz z Adobe CC, w sieci znajdziesz dziesiątki darmowych programów o podobnym działaniu.

A co z gradientami

Graficy uwielbiają gradienty, gdyż wyglądają one znacznie lepiej od zwykłych barwnych plam. Rozwój języka HTML i CSS sprawił, że korzystanie z gradientów na stronach jest znacznie łatwiejsze i nie wymaga wykorzystywania ich w formie obrazków.

Początkujący grafik ma zwykle problem z dobraniem odpowiednich kolorów do gradientu. Dla takich osób mam jedną radę – nie twórz gradientów od początku. W internecie znajdziesz mnóstwo stron, na których można ściągnąć za darmo pliki gradientów. Naśladują one na przykład różne metale. Wymyślenie takiego gradientu od podstaw zajęłoby dużo czasu, który można spędzić na lepszy sposób. Jeśli stworzysz świetny gradient, nie zapomnij go zapisać, bo dzięki temu możesz go wykorzystać ponownie.

Smartfony ze względu na swoje oczywiste zalety zyskały miliony użytkowników na całym świecie. Do ich największych zalet możemy zaliczyć nowoczesny wygląd i łatwość korzystania z dotykowego ekranu. Smarftony w wielu przypadkach  zastąpiły nam komputery. Pozwalają na przeglądanie Internetu, odbieranie poczty, kontakt ze znajomymi, czy też umożliwiają zlecanie przelewów ze swojego rachunku bankowego. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że smartfon, podobnie jak komputer, może zostać zainfekowany złośliwym wirusem, a konsekwencją tego może być np. podwyższony rachunek za telefon.

Infekcja złośliwym programem to nie jedyne zagrożenie dla posiadaczy smartfonów. Bardziej bolesna jest kradzież lub zgubienie urządzenia. W takiej sytuacji, prócz utraty telefonu, który nierzadko sporo kosztuje, użytkownik smartfona traci w jednej chwili wszystkie prywatne dane zapisane w pamięci lub na kartach zainstalowanych w urządzeniu. Wśród takich danych znajdują się listy kontaktów, mniej lub bardziej oficjalne wiadomości SMS i MMS, wiadomości e-mail (często z załącznikami) oraz zdjęcia użytkownika. To właśnie z uwagi na dotkliwe konsekwencje utraty prywatnych danych eksperci z firmy antywirusowej ESET postanowili przypomnieć posiadaczom smartfonów kilka zasad, które pozwalają zminimalizować ryzyko infekcji i ewentualne straty związane z utratą, czy kradzieżą telefonu.

5 rad dla posiadaczy urządzeń z systemem Android
  1. Instaluj aplikacje z Google Play lub innych sprawdzonych źródeł. Korzystanie z tych miejsc minimalizuje prawdopodobieństwo zainfekowania telefonu niechcianym wirusem. Pobranie programu spoza wskazanych serwisów zwiększa ryzyko infekcji, w wyniku której smartfon może zacząć rozsyłać bez wiedzy i zgody użytkownika wiadomości SMS na numery premium (o podwyższonej płatności) lub wykonywać zdjęcia właścicielowi urządzenia.
  2.  Zawsze sprawdzaj uprawnienia aplikacji przed jej zainstalowaniem. Każdą instalację aplikacji poprzedza akceptacja jej uprawnień – zawsze uważnie czytaj czego żąda od Ciebie dany program. Jeśli prosta aplikacja wymaga dostępu do GPS, Twojej skrzynki mailowej, książki kontaktów i możliwości komunikacji z internetem, rozważ czy taki program warto instalować na swoim telefonie. 
  3. Korzystaj z ekranu blokady. To najprostsze, a równocześnie dość skuteczne rozwiązanie zabezpieczające smartfon przed dostępem do ustawień urządzenia, a także do danych użytkownika, przechowywanych w pamięci urządzenia.
  4. Wykonuj kopie zapasowe danych i książki kontaktów. Zgubienie lub kradzież smartfona oznaczają utratę wielu prywatnych danych. Niektóre programy antywirusowe pozwalają na zdalne wykasowanie danych przechowywanych na utraconym urządzeniu – sprawdź czy Twoja aplikacja antywirusowa daje taką możliwość. W odzyskaniu utraconych danych pomoże skorzystanie z zapasowej kopii danych (tzw. backup). Eksperci przypominają, aby taką kopię sporządzać regularnie. Warto w tym celu posłużyć się jedną z wielu dostępnych w Google Play aplikacji.
  5. Zwiększ szanse na odzyskanie smartfona w wypadku jego utraty lub kradzieży. Niektóre z aplikacji antywirusowych pozwalają nie tylko zabezpieczyć telefon przed złośliwymi wirusami, ale również dają możliwość namierzenia zgubionego lub skradzionego smartfona. Taką funkcjonalność udostępnia aplikacja ESET Mobile Security – wystarczy jeden SMS z odpowiednią komendą, a rozwiązanie prześle na zdefiniowany wcześniej numer telefonu odnośnik z pozycją urządzenia oznaczoną na mapach Google. Wspomniany program jest dystrybuowany w wersji freemium, gdzie dostęp do większości funkcji, w tym do zdalnej lokalizacji GPS, jest bezpłatny.

Według badań Konica Minolta, w średnich firmach dwie na trzy firmy korzystają z systemu obiegu dokumentów, ale mniej niż 10% w pełni wykorzystuje ich funkcjonalność. U ponad 60% średnich firm wciąż dominującą formą dokumentu jest forma papierowa.

We współczesnym świecie ludzie są zalewani olbrzymią ilością informacji. Coraz większa ilość informacji i dokumentów stwarza problemy z ich przetwarzaniem. Czas dotarcia do informacji wydłuża się. Z tego względu coraz ważniejsze staje się ich porządkowanie. Większość informacji przetwarzanych w organizacjach można pogrupować w procesy biznesowe. Zarządzanie procesami biznesowymi jest bardzo ważnym wyzwaniem, gdyż wydajność obsługi procesami biznesowymi wpływa na wydajność całej organizacji.

Firma Astrafox wraz z partnerem merytorycznym AMODIT przeprowadziła na początku 2014 roku badanie, którego celem było zebranie informacji na temat świadomości nas wszystkich i pracowników polskich firm związanych z wykorzystaniem systemów obiegu dokumentów do usprawnienia procesów zarządzania.

Okazuje się, że koszty papierowego obiegu dokumentów mogą w średniej wielkości firmie wynieś nawet do kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie.  Wliczamy w te koszty nie tylko fizyczne zużycie papieru, które średnio na rok na pracownika wynosi 12 ryz, ale przede wszystkim utracony czas na przesyłanie, szukanie, przeglądanie dokumentów.

Na pytanie - czy można usystematyzować procesy biznesowe zachodzące w firmie i mieć możliwość ich sterowania – 100 % respondentów odpowiedziało że tak. Świadczy to o wysokiej samoświadomości co do dostępnych na rynku rozwiązań i ich zalet.  Potwierdzają to także odpowiedzi na kolejne pytani e dotyczące tego czy system workflow umożliwia dostęp do zarchiwizowanego dokumentu on-line i podgląd przez osoby będące w różnych oddziałach firmy. W tym przypadku także 100% respondentów odpowiedziało twierdząco.

Na kolejne pytanie dotyczące jaką część czasu pracy pracownicy biurowi marnują na szukanie dokumentów ponad połowa respondentów odpowiedziała iż jest to 20%. Potwierdzają to także wcześniejsze badanie przeprowadzone przez firmę Gartner.

Prawie 60% respondentów stwierdziło, iż wyszukanie jednego dokumentu zajmuje pracownikowi średnio od 9 do 12 minut. Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez firmę PricewaterhouseCoopers jest to prawda. Jednakże prawie 40% wyszukanych dokumentów okazuje się nieprzydatnych do wykonania zleconego pracownikowi zadania. Okazuje się także, że co 20 dokument znajdujących się w obiegu jest tracony lub gubiony.

Na koniec warto się zatem zastanowić dlaczego warto wdrożyć workflow. Główne powody to:
  • standaryzacja procesów
  • poprawa efektywności
  • zwiększenie bezpieczeństwa
  • lepsze zarządzanie wiedzą
  • elastyczna współpraca
Wszystkie te cechy posiada system AMODIT. To innowacyjny system typu workflow, którego podstawową ideą działania jest jego możliwość uczenia się od użytkowników tego, jak poszczególne procesy przebiegają w firmie. Do tego celu system wykorzystuje mechanizmy sztucznej inteligencji. Na podstawie historii zachowań użytkowników i zgromadzonych danych system AMODIT jest w stanie zasugerować, jaki powinien być następny etap w procesie i kto go powinien wykonać.

Niech potwierdzeniem powyższego będą słowa Macieja Buby, PMO & Business Solutions Manager w firmie AmRest. "Narzędzie jest łatwe, zrozumiałe i jak do tej pory nie natrafiliśmy na sytuację, w której coś byłoby niemożliwe.”

Xerox wprowadził do swojej oferty urządzenia z rodziny ColorQube i WorkCentre z kontrolerem ConnectKey, który umożliwia m.in. druk w chmurze i z urządzeń mobilnych. Technologia pozwala także na tworzenie i modyfikowanie aplikacji z poziomu sprzętu. Ponadto, dzięki wbudowanym rozwiązaniom Cisco i McAfee urządzenia chronią dane użytkowników przed nieuprawnionym dostępem.

Kontroler ConnectKey umożliwia skanowanie i przesyłanie dokumentów do repozytoriów w chmurze, bezpieczne przetwarzanie informacji oraz drukowanie z urządzeń mobilnych. Dzięki otwartemu interfejsowi programowania aplikacji (ang. API - Application Programming Interface), użytkownicy mogą tworzyć i osadzać aplikacje na swoim urządzeniu wielofunkcyjnym (ang. MFP, Multi-Functional Product), bez pomocy dodatkowego oprogramowania.

Kontroler ConnectKey daje użytkownikom takie korzyści jak:
  • Łatwa integracja IT: urządzenia wielofunkcyjne z ConnectKey mogą stanowić centralny element sieci. Są łatwe w instalacji i obsłudze, m.in. dzięki wsparciu online i filmikom wideo pomagającym rozwiązać podstawowe problemy techniczne.
  • Mobilny druk: pracownicy mogą drukować materiały z urządzeń mobilnych dzięki oprogramowaniu Xerox Mobile Print lub innym aplikacjom na urządzenia z systemem iOS, Android, Windows i Blackberry.
  • Druk w chmurze: ConnectKey pozwala na skanowanie dokumentów do repozytoriów w chmurze, takich jak SharePoint Online, Google Drive, DropBox, DocuShare, Evernote, PaperPort Anywhere czy Salesforce.com.
  • SharePoint: użytkownicy mogą za pomocą urządzenia łączyć się z platformą SharePoint oraz przeglądać i uzupełniać znajdujące się na niej dokumenty.
  • Standardowe i dedykowane aplikacje: Xerox Apps Studio pozwala użytkownikowi dostosować aplikacje do własnych potrzeb. Dla przykładu firma ubezpieczeniowa może skanować wnioski o odszkodowanie bezpośrednio z urządzenia do swojego systemu.

Technologia ConnectKey pozwala na większą kontrolę nad informacją, co ma szczególne znaczenie dla firm operujących wrażliwymi danymi, stanowiących dużą cześć rynku. Badanie przeprowadzone przez Xerox i McAfee w Stanach Zjednoczonych w 2012 r. pokazało, że aż 51 proc. pracowników skanowało, kopiowało lub faksowało poufne materiały. Wdrażanie rozwiązań wspomagających zarządzanie dokumentami zgodnie z najwyższymi standardami bezpieczeństwa jest zatem szczególnie istotne, jako że nie wszyscy użytkownicy stosują się do wytycznych w tym zakresie. Aż 54 proc. przebadanych przez Xerox i McAfee pracowników nie zawsze przestrzega zasad polityki bezpieczeństwa swojej firmy. Przykładem takiego nieostrożnego postępowania względem poufnych danych są działania nowojorskiej policji, która doprowadziła do wycieku informacji o prowadzonych postępowaniach, gdy sprzedała stare urządzenia biurowe bez usunięcia z nich swoich plików.

„Aby chronić dane przesyłane z MFP, urządzenia z kontrolerem ConnectKey posiadają, jako pierwsza linia na rynku, wbudowany system antywirusowy McAfee. Korzystają również z architektury Cisco TrustSec, który zabezpiecza obieg informacji otrzymywanych i przesyłanych do urządzenia. Tego typu zabezpieczenia są istotne zarówno dla firm, jak i instytucji publicznych, w których przetwarza się wiele poufnych dokumentów” – mówi Arkadiusz Chłopik, Office Marketing Manager, Xerox Polska.

Eksperci zidentyfikowali nowe zagrożenie atakujące najpopularniejszy i najczęściej wykorzystywany na świecie serwer stron internetowych Apache w wersji linuksowej. Z ponad 300 milionów witryn działających w oparciu o serwery Apache większość bazuje właśnie na Linuksie - to właśnie te serwisy znalazły się na celowniku Linux/Cdorked.A. Wizyta na stronie serwowanej przez zainfekowaną maszynę skutkuje przekierowaniem internauty do innego serwisu zawierającego zestaw exploitów lub treści pornograficzne.

Linux/Cdorked.A jest zaawansowanym zagrożeniem, które bardzo skutecznie maskuje swoją aktywność na zainfekowanym serwerze. Jedynym śladem działania Linux/Cdorked.A na danej maszynie jest zmodyfikowany plik "httpd". Wszystkie inne informacje, odnoszące się do backdoora, w tym te dotyczące konfiguracji i kontroli nad zagrożeniem, przechowywane są w pamięci podręcznej serwera - przez co bardzo trudno jest wykryć i przeanalizować jego sposób działania. Analitycy zagrożeń z firmy ESET ustalili, że Linux/Cdorked.A. otrzymuje instrukcje działania za pośrednictwem HTTP. W celu minimalizacji prawdopodobieństwa wykrycia zagrożenia komunikacja ta jest specjalnie maskowana, a przekazywane instrukcje nie są rejestrowane w dzienniku zdarzeń serwera Apache.

Jeśli internauta trafi na stronę, która jest serwowana przez zainfekowanego Apache'a, zagrożenie przekieruje go do serwisu zawierającego zestaw exploitów o nazwie Blackhole. Zestaw ten automatycznie zidentyfikuje i wykorzysta luki wykryte na komputerze użytkownika, instalując na nim kolejne zagrożenia. W ten sposób maszyna może zostać dołączona do sieci zombie, a przejęty komputer może zostać później wykorzystany m.in. do realizacji ataku DDoS (Distributed Denial of Service). W takich atakach maszyny zombie wysyłają ogromną liczbę zapytań do serwerów firm i instytucji, powodując ich zablokowanie. Jeśli na stronę obsługiwaną przez zainfekowaną wersję Apache'a trafi użytkownik iPhone'a lub iPada, zagrożenie przekieruje go do witryny zawierającej treści pornograficzne.

Linux/Cdorked.A stanowi zagrożenie dla przedsiębiorstw, jeśli bowiem infekcja dotknie firmową stronę internetową, a administrator szybko nie zidentyfikuje problemu może dojść do sytuacji, w której serwis WWW zniknie z sieci. Stanie się tak wtedy, gdy zainfekowana strona zostanie zablokowana przez firmę hostingową, wyszukiwarkę internetową lub przeglądarkę WWW. Blokada będzie miała na celu ochronę nieświadomych internautów przed złośliwymi programami, a także zapobieżenie rozprzestrzenianiu się zagrożenia.

O potencjalnej skali działania Linux/Cdorked.A wypowiedział się Stephen Cobb, ekspert ds. bezpieczeństwa IT firmy ESET. Zwrócił on uwagę na statystyki serwisu Netcraft, z których wynika, że w lutym 2013 roku aż 348 milionów stron WWW działało w oparciu o serwer Apache. To ponad 55% wszystkich dostępnych w sieci stron WWW! Znaczna część tych serwerów działa w oparciu o system Linux, a to właśnie linuksową wersję Apache'a bierze na cel Linux/Cdorked.A. Laboratorium antywirusowe firmy ESET zidentyfikowało infekcje m.in. na 50 stronach ze 100.000 najpopularniejszych witryn wg serwisu Alexa.com

Eksperci radzą wszystkim administratorom, którzy opiekują się stronami WWW działającymi na linuksowych serwerach Apache, aby sprawdzili czy ich maszyny nie padły ofiarą Linux/Cdorked.A.

Bezpieczeństwo firmowych komputerów

poniedziałek, 22 kwietnia 2013 0 komentarze

Według danych zebranych z ponad 200 tys. stacji roboczych 87 proc. komputerów w firmowych środowiskach IT nie posiada niezbędnych aktualizacji oprogramowania, stanowiąc w ten sposób poważne zagrożenie dla cyberbezpieczeństwa. Najczęściej przedsiębiorstwa nie dokonują aktualizacji oprogramowania Java (39 proc. spośród wszystkich komputerów nie posiada krytycznych aktualizacji), systemów Windows (23 proc.), programów Adobe Flash Player (15 proc.), przeglądarki Firefox (14 proc.) oraz pakietów Open Office (8 proc.).

Także statystyki dotyczące Polski nie są optymistyczne. Według Raportu F-Secure o zagrożeniach internetowych w drugim półroczu 2012, nasz kraj znalazł się na szóstym miejscu pod względem częstości występowania luk w zabezpieczeniach oprogramowania ochronnego. Polska zajęła również 14 miejsce na liście krajów europejskich najczęściej atakowanych przez wirusy wykorzystujące wadliwe zabezpieczenia.
Raport F-Secure o zagrożeniach internetowych

Wyniki przeprowadzone raportu nie napawają optymizmem, są wręcz szokujące. Większość firm zupełnie nie zdaje sobie sprawy jak ważne z punktu widzenia ich bezpieczeństwa są regularne aktualizację oprogramowania – mówi Esa Tornikoski, Product Manager w F-Secure. Od 70 do 80 proc. złośliwego oprogramowania najczęściej wykrywanego przez naszych ekspertów to exploity wykorzystujące w działaniu luki w zabezpieczeniach*, powstałe z braku dokonywania koniecznych update’ów.
Z raportu sporządzonego przez F-Secure wynika, że 49 proc. komputerów w firmach nie posiada od jednej do czterech krytycznych aktualizacji. Natomiast w co czwartym systemie brakuje od pięciu do dziewięciu uaktualnień, podczas gdy 13 proc. komputerów nie ma co najmniej dziesięciu aktualizacji. 1 proc. sprawdzonych urządzeń nie posiada powyżej 50 uaktualnień.

Nieaktualne czyli dziurawe systemy operacyjne, programy czy aplikacje stanowią swoiste zaproszenie do ataku. Wykryte na początku roku złośliwe oprogramowanie Red October używane do kradzieży danych oraz informacji geopolitycznych z systemów komputerowych, telefonów komórkowych oraz korporacyjnego sprzętu sieciowego w ponad 30 krajach, bazowało na exploitach wykorzystujących luki w oprogramowaniu Microsoft Word, Excel oraz Java. W drugiej połowie ubiegłego roku wykryte przez F-Secure przypadki aktywności exploitów stanowiły 28 proc. wszystkich zaobserwowanych ataków. Dwie trzecie tych przypadków dotyczyło prób wykorzystania luk w zabezpieczeniach Java.

Wspomniane 13 proc. firmowych komputerów nie posiadających dziesięciu lub więcej aktualizacji, to bomby z opóźnionym zapłonem. Pod względem bezpieczeństwa danych, są w fatalnym stanie. Czy i kiedy staną się ofiarą ataku jest tylko kwestią czasu.  – mówi Erkki Mustonen, Doradca do Spraw Bezpieczeństwa Informatycznego w F-Secure. Zdajemy sobie sprawę z faktu, iż uaktualnianie oprogramowania okazuję się dla wielu przedsiębiorców żmudnym – a co za tym idzie, zaniedbywanym – obowiązkiem. Dlatego postanowiliśmy podać tysiącom firm pomocną dłoń.

F-Secure w odpowiedzi na problem braku aktualizacji oferuje firmom nowy sposób na szybkie i skuteczne „załatanie” luk w oprogramowaniu. Dzięki narzędziu Software Updater systemy operacyjne i aplikacje zawsze będą aktualne. Program skanuje stacje robocze w poszukiwaniu brakujących aktualizacji i poprawek, a następnie wprowadza je automatycznie, informując o wynikach. W przypadku, gdy użytkownicy czy administratorzy chcą mieć większą kontrolę nad jego działaniem, istnieje możliwość wyboru trybu ręcznego – mogą więc sami zadecydować, jakie poprawki zainstalować, a jakich nie.

Software Updater stanowi element kompleksowego rozwiązania antywirusowego, co odróżnia je od innych aplikacji służących do zarządzania zarówno łatkami, jak i zaplanowanymi aktualizacjami wersji oprogramowania. Pakiet Protection Service for Business jest całościowym rozwiązaniem bezpieczeństwa przeznaczonym dla klientów instytucjonalnych – mówi Tornikoski. Ponieważ zawiera on narzędzie Software Updater, firmy nie muszą ponosić dodatkowych nakładów na odrębne oprogramowanie do zarządzania aktualizacjami.

Według raportu firmy WD Arkeia, producenta rozwiązań przeznaczonych do tworzenia backupu, niemal co czwarta firma lub instytucja na Podkarpaciu straciła w ubiegłym roku dane na skutek awarii sprzętu komputerowego, a co drugą zaatakował złośliwy wirus. To wnioski z badań zrealizowanych wśród uczestników konferencji IT Security SHOW w Rzeszowie, poświęconej rozwiązaniom przeznaczonym do ochrony firmowych sieci teleinformatycznych.

Z badań przeprowadzonych przez dystrybutora rozwiązań WD Arkeia w Polsce podczas konferencji IT Security SHOW w Rzeszowie wynika, że wszystkie podkarpackie instytucje stosują rozwiązania, które służą do wykonywania zapasowych kopii danych, tzw. backupu. Równie popularne wśród firm z tego regionu są rozwiązania antywirusowe - korzystanie z takiej ochrony zadeklarowało 98% uczestników wspomnianej konferencji.
Raport WD Arkeia

- Stosowanie rozwiązań software’owych jest oczywiście niezbędnym elementem procesu zabezpieczania firmowych danych – ale pamiętać też trzeba, że tych elementów jest więcej – twierdzi Paweł Pilarski, Branded Sales Manager w WD i dodaje - Niemniej istotny jest również dobór odpowiednich rozwiązań sprzętowych (np. stosowanie technologii RAID, automatycznie duplikujących dane) oraz opracowanie i stosowanie polityki ochrony danych, na którą powinno składać się automatyczne wykonywanie backupu w wielu kopiach, stosowanie niezależnych rozwiązań typu storage oraz precyzyjne definiowanie, które z firmowych danych są najbardziej cenne i powinny podlegać najszerszej ochronie. Powinniśmy mieć świadomość, że tylko połączenie w jedno rozwiązań software’owych, sprzętowych oraz odpowiednich zasad postępowania z danymi zapewni pełne bezpieczeństwo danych.

Co czwarte przedsiębiorstwo, biorące udział w IT Security SHOW, przyznało, że w ubiegłym roku straciło dane w wyniku awarii sprzętu komputerowego. Gdyby pod uwagę brano nie tylko rok ubiegły, utrata danych dotyczyłaby co drugiej instytucji, biorącej udział w rzeszowskiej konferencji. Odzyskanie utraconych danych zajmowało ankietowanym zwykle kilka godzin. Większość, bo aż 68% przepytanych, przyznała, że dzięki kopii zapasowej udało się odzyskać wszystkie dane sprzed awarii. Ciekawym jest fakt, że niemal co czwarte przedsiębiorstwo doświadczyło sytuacji, w której sporządzony backup nie pozwolił odzyskać wszystkich utraconych danych.

- Sytuacja, w której firmie nie udaje się odzyskać wszystkich danych, mimo wcześniejszego sporządzenia kopii zapasowej, najczęściej wynika z faktu, iż backup w firmach często wykonywany jest w sposób niekompletny, za pomocą różnych rozwiązań - w tym popularnych skryptów pisanych przez administratorów. Rozwiązania te na ogół nie są w stanie zapewnić optymalnej ochrony dla wszystkich danych zgromadzonych w środowisku sieciowym. Należy pamiętać, że backup to nie poszczególne pliki, ale cała struktura powiązanych ze sobą informacji. Odzyskanie jednego pliku nie gwarantuje zatem odzyskania wszystkich utraconych danych - tłumaczy problem Sławomir Pruchnicki, product manager rozwiązań firmy WD Arkeia w Polsce.

Co trzecie przedsiębiorstwo biorące udział w IT Security SHOW przyznało, że stosuje specjalistyczne oprogramowanie, służące do monitorowania aktywności pracowników w Internecie. Takie aplikacje pozwalają sprawdzić jakie witryny pracownik odwiedza w godzinach pracy, jak długo na nich przebywa oraz ile danych z nich pobiera, np. oglądając filmy w serwisie youtube.com.

IT Security SHOW to cykl konferencji, organizowanych od wielu lat w wybranych miastach na terenie całego kraju. Organizatorem spotkań jest firma DAGMA, specjalizująca się w rozwiązaniach przeznaczonych do ochrony komputerów i sieci teleinformatycznych, dystrybuująca produkty do backupu firmy WD Arkeia. Od stycznia 2013 roku WD Arkeia jest częścią firmy WD, długoletniego lidera i innowatora w branży pamięci masowych. IT Security SHOW w Rzeszowie zorganizowano na początku marca. W badaniu ankietowym wzięło udział 57 reprezentantów podkarpackich firm i instytucji państwowych lub samorządowych.

Firma ESET udostępniła narzędzie pozwalające na dwuetapowe uwierzytelnianie połączenia z siecią firmową za pomocą jednorazowych haseł wskazywanych przez smartfon.

Program ESET Secure Authentication pozwala przedsiębiorstwom wdrożyć dwuskładnikową autoryzacja, opartą na jednorazowych hasłach otrzymywanych za pośrednictwem wiadomości SMS lub generowanych offline przez dedykowaną aplikację mobilną. W praktyce, po wdrożeniu ESET Secure Authentication w sieci firmowej, każdorazowa próba uzyskania zdalnego dostępu np. do firmowej poczty, wymusza na użytkowniku nie tylko zalogowanie się do samej usługi, ale również obliguje go do zautoryzowania się za pomocą specjalnego kodu, dostarczanego przez narzędzie firmy ESET.
ESET Secure Authentication

Wdrożenia ESET Secure Authentication w sieci firmowej oraz wśród pracowników przedsiębiorstwa przebiega niemal niezauważenie - integracja z większością popularnych usług i protokołów wykorzystywanych w środowiskach firmowych jest wyjątkowo prosta. Pracownicy instalują aplikację na swoich telefonach poprzez uruchomienie odnośnika wygenerowanego przez ESET Secure Authentication. Na życzenie administratora dostęp do aplikacji może być blokowany dodatkowym kodem PIN. Warto podkreślić, że zainstalowana na smartfonie aplikacja działa offline, a w wypadku telefonów starszego typu kody do autoryzacji są dostarczane za pośrednictwem wiadomości SMS.

- Wśród małych i średnich firm istnieje potrzeba ochrony informacji oraz know how bez konieczności inwestowania w rozbudowę infrastruktury lub w skomplikowane produkty, przeznaczone do dwuskładnikowej autoryzacji. ESET Security Authentication spełnia tak postawione wymagania, dostarczając małym i średnim firmom narzędzie, które jest proste w obsłudze i gwarantuje dodatkowy poziom ochrony – mówi Ignacio Sbampato, Chief Sales and Marketing Officer w firmie ESET.
ESET Secure Authentication wspiera środowiska Windows Server (2003, 2003 R2, 2008, 2008 R2 i 2012) oraz wykorzystuje wtyczkę Active Directory Users & Computers, a także integruje się z Microsoft Management Console (MMC). Narzędzie wspiera platformy mobilne korzystające z Outlook Web Access i usługi zdalnego uwierzytelniania RADIUS – standardowego protokołu autentykacji VPN. Rozwiązanie działa z systemami iOS, Android, BlackBerry, Windows Phone 7 i 8, Windows Mobile, a także na wszystkich telefonach wykorzystujących J2ME.

Eksperci przechwycili serię wiadomości e-mail, których nadawca, podszywając się pod słowacki urząd skarbowy, nakłania do pobrania z sieci konia trojańskiego. W treści maila oszust informuje o zaległym podatku, który należy uiścić na indywidualne konto podatnika. Numer tego konta wskazany jest w dokumencie, który należy pobrać z Internetu. Kliknięcie we wskazany odnośnik skutkuje zainfekowaniem komputera koniem trojańskim Win32/Sazoora.A, który wykrada loginy i hasła zapisane w przeglądarkach internetowych.

Okazało się, że nadawcą fałszywych wiadomości nie był słowacki urząd skarbowy. Ktoś dokonał tzw. spoofingu, czyli rozesłał wiadomości, w których podszył się pod tę instytucję. Taki rodzaj ataku możliwy jest dzięki odpowiedniej modyfikacji w nagłówku wiadomości, dzięki temu odbiorca maila ma wrażenie, że otrzymana wiadomość została wysłana albo przez znaną osobę, albo przez zaufaną instytucję, np. bank, firmę wysyłkową lub (jak w omawianym przypadku) przez urząd skarbowy.

Pułapka przechwycona przez ekspertów z firmy ESET została przygotowana bardzo starannie - treść wiadomości nie zawiera błędów gramatycznych, a całość pisana jest w urzędowym stylu. O tym, że oszustwo okazało się skuteczne może świadczyć fakt, iż według laboratorium antywirusowego ESET koń trojański Win32/Sacoora.A próbował przeniknąć do systemów informatycznych kilku słowackich firm i organizacji. Co zdecydowało o tym, że oszustwo okazało się skuteczne?

- Atakujący wykorzystał to, że większość Słowaków rozlicza teraz podatek za ubiegły rok oraz fakt obowiązującego zaledwie od dwóch lat prawa, które określa, że należny podatek każdy podmiot wpłaca na indywidualnie przydzielonemu konto. To właśnie te dwa czynniki sprawiły, że w pułapkę zastawioną przez cyberoszusta wpadło już kilka firm - podkreśla Peter Stančík, ekspert firmy ESET.

W jaki sposób działa Win32/Sazoora.A? Zagrożenie po przedostaniu się na dysk komputera wykrada loginy i hasła do setek serwisów internetowych, które zapisano wcześniej w pamięci przeglądarek Internet Explorer, Google Chrome oraz Mozilla Firefox. Zgromadzone dane koń trojański przesyła następnie do zdalnego komputera.

Należy podkreślić, że atak wymierzony jest wyłącznie w słowackie firmy. Nie można jednak wykluczyć, że bardzo szybko znajdą się naśladowcy, którzy spróbują skopiować oszustwo w innych krajach, np. w Polsce. Peter Stančík z ESET zwraca również uwagę, że o skuteczności tego typu ataków decydują zwykle użytkownicy lub pracownicy firm. Brak odpowiedniej wiedzy i doświadczenia może spowodować, że odbiorca wiadomości kliknie odnośnik i sprowadzi w ten sposób spore problemy na siebie lub przedsiębiorstwo, w którym pracuje. Przed wspomnianym zagrożeniem chronią rozwiązania firmy ESET, które blokują zagrożenie zanim przedostanie się ono na dysk chronionego komputera.

Popularność Facebooka sprawia, że użytkownicy tego serwisu stanowią atrakcyjny cel dla cyberprzestępców, którzy wykorzystując socjotechniczne sztuczki starają się wyłudzać dane użytkowników oraz propagować wśród nich złośliwe aplikacje, które prowadzą do stron WWW zawierających złośliwą zawartość lub próbujących wyłudzać prywatne dane. Aby ochronić się przed tego typu aplikacjami możemy skorzystać z ESET Social Media Scanner. Jest to samodzielne narzędzie, pozwalające chronić profile użytkowników w serwisie społecznościowym Facebook. . Narzędzie działa nawet wtedy, gdy użytkownik nie jest zalogowany do swojego konta w serwisie.
ESET Social Media Scanner

Aplikacja identyfikuje i wskazuje złośliwą zawartość lub odnośniki do takiej zawartości wśród elementów tablicy użytkownika lub wśród jego prywatnych wiadomości. Skaner działa automatycznie, regularnie kontrolując profil internauty, nawet wtedy, gdy ten nie jest zalogowany do swojego konta. Proces skanowania można uruchomić również w dowolnym momencie, wybierając stosowny przycisk w menu ESET Social Media Scanner. Co ciekawe, narzędzie można skonfigurować w taki sposób, aby wykrywało złośliwą zawartość również w profilach znajomych użytkownika.

ESET Social Media Scanner może informować o wykrytych infekcjach albo poprzez wiadomość e-mail, albo publikując stosowną informację przy wykrytym na tablicy użytkownika zagrożeniu. Narzędzie umożliwia także korzystanie ze skanera antywirusowego ESET Online Scanner - aplikacji online, która identyfikuje i usuwa z dysku komputera wirusy, konie trojańskie, robaki internetowe itp.
ESET Social Media Scanner

Aby zabezpieczyć swój profil na Facebooku za pomocą ESET Social Media Scanner należy wyszukać aplikację we wspomnianym portalu społecznościowym i ją zainstalować. Wcześniej, należy przyznać aplikacji stosowne uprawnienia, niezbędne do prawidłowego działania narzędzia. Chwilę potem można korzystać z ESET Social Media Scanner. Kliknięcie przycisku „Skanuj profil” uruchamia proces analizowania konta użytkownika w poszukiwaniu złośliwej zawartości. Działania skanera można skonfigurować wybierając zakładkę "ustawienia".

Analitycy zagrożeń ostrzegają użytkowników internetu przed kolejną wersją złośliwego oprogramowania typu BackDoor.BlackEnergy. Podczas gdy w ubiegłym roku w lipcu media informowały o zamknięciu głównych serwerów BlackEnergy oraz ich całkowitym unieszkodliwieniu jesienią 2012, w tym miesiącu wykryto nową modyfikację tego botnetu.

Warto przypomnieć, że BackDoor.BlackEnergy to złożone, złośliwe oprogramowanie, wykorzystywane głównie do wysyłania spamu. Umożliwiło ono hakerom stworzenie jednego z największych na świecie botnetów do spamowania, który w okresie najwyższej aktywności wysyłał rekordową ilość 18 miliardów wiadomości dziennie. Podstawą funkcjonowania programów typu BackDoor.BlackEnergy są moduły oraz pliki konfiguracyjne xml pochodzące z serwera kontroli.
BackDoor.BlackEnergy

Wszystko wskazuje na to, że właściciele BackDoor.BlackEnergy.36 używali również wcześniejszych wersji tego złośliwego oprogramowania. Założenie to wynika z faktu, że BackDoor.BlackEnergy.36 wykorzystuje ten sam klucz kodowania danych, który był używany w niektórych botnetach BlackEnergy, kontrolowanych z serwerów zamkniętych latem 2012 r.

W odróżnieniu od poprzednich wariantów, plik konfiguracyjny BackDoor.BlackEnergy.36 przechowywany jest w zakodowanej postaci w oddzielnej sekcji biblioteki DLL, której kod w czasie działania Trojana wstrzykiwany jest w kluczowe procesy systemowe, takie jak svchost.exe czy explorer.exe. Poza tym, w wersji BackDoor.BlackEnergy.36 zmieniony został również protokół sieciowy, za pomocą którego następuje wymiana danych z serwerem kontroli.

Jak do tej pory, analitycy wirusów wykryli kilkanaście serwerów kontroli, z których hakerzy starają się stworzyć kolejny botnet do masowej dystrybucji spamu. Specjaliści nieustannie monitorują aktywność BackDoor.BlackEnergy.36, a jego sygnatura została dodana do firmowych baz danych wirusów, dzięki czemu ten rodzaj złośliwego oprogramowania nie zagraża komputerom z zainstalowanym antywirusem Dr. Web.

Groźny trojan atakuje facebookowych pokerzystów. Twórca zagrożenia wykradł za jego pośrednictwem już ponad 16 tysięcy haseł i loginów oraz dane kart kredytowych użytkowników Texas HoldEm Poker. Popularna aplikacja produkcji Zynga Inc. notuje 35 milionów odwiedzających miesięcznie.

Jak podkreślają eksperci z laboratorium antywirusowe ESET koń trojański MSIL/Agent.NKY został wykryty już w grudniu 2011. Atakował głównie na terenie Izraela, a jego celem byli użytkownicy popularnej na Facebooku aplikacji Texas HoldEm Poker. System proaktywnej ochrony ESET już wtedy chronił użytkowników, a z początkiem 2012 specjaliści producenta programów antywirusowych powiadomili o zagrożeniu izraelski CERT (Computer Emergency Response Team) oraz izraelską policję. W ostatnich dniach doprowadziły one do likwidacji zagrożenia. Zakończenie śledztwa pozwala rzucić więcej światła na niebezpieczny malware, którego ofiarą mogły paść tysiące wirtualnych pokerzystów.
trojan atakuje facebookowych pokerzystów

Twórcy zagrożenia udało się wykraść loginy i hasła dostępu do Facebooka ponad 16 tys. graczy. W momencie uruchomienia aplikacji za pośrednictwem FB trojan kojarzył dane dostępowe użytkownika z jego wynikami w grze oraz wybranymi metodami płatności. Ponieważ aplikacja pozwala uzupełniać żetony do gry realnymi pieniędzmi z karty kredytowej lub konta PayPal, trojan sprawdzał liczbę zarejestrowanych kart kredytowych przypisanych do konta danego gracza.

Jeżeli użytkownik nie posiadał karty kredytowej lub miał niski wynik w grze to zainfekowany komputer umieszczał na jego ścianie Facebooka link do strony wyłudzającej dane. Krzykliwymi, tabloidowymi treściami wabiła ona znajomych nieświadomego gracza do witryny przypominającej startowy ekran FB. Zalogowanie przez nią oznaczało powierzenie swoich danych cyberprzestępcy i dalszy rozwój procederu. Specjaliści ustalili, że na dzień dzisiejszy ofiarami ataku mogło paść 16,194 użytkowników oraz że praktycznie każda aplikacja mogła zostać zainfekowana w taki sam sposób jak wirtualny poker.

- By uchronić się przed atakami bazującymi na tego rodzaju sztuczkach psychologicznych nie wystarczy dobry program ochronny. Użytkownik musi być szczególnie wyczulony, zwłaszcza że w grę wchodzą prawdziwe pieniądze - mówi Robert Lipovsky, główny analityk zagrożeń ESET. - Użytkownik rozpoznałby, że strona logowania FB została podmieniona gdyby sprawdził adres URL strony.

Liczba zagrożeń wykorzystujących Facebooka stale rośnie. Wychodząc naprzeciw rosnącemu zapotrzebowaniu ESET wprowadza bezpłatną aplikację bezpieczeństwa ESET Social Media Scanner. Program chroni użytkownika i pozwala bezpiecznie korzystać z popularnego serwisu społecznościowego.

Skaner sprawdza i usuwa zagrożenia na twoim profilu, a także informuje o podejrzanych postach wykrytych na profilach twoich znajomych.

Od września tego roku Polacy mają możliwość przyjmowania transakcji kartą płatniczą na urządzeniach Apple'a – smarfonie bądź tablecie przemieniając je w mobilny terminal płatniczy. Rewolucyjna usługa payleven usprawniła tym samym cały proces akceptowania płatności bezgotówkowych oferując darmowy czytnik kart oraz bezpłatną aplikację.

Payleven odpowiada na kolejne potrzeby Klienta oraz polskiego rynku wprowadzając możliwość przyjmowania płatności kartą także na urządzeniach z systemem Android. Wersja ta w pełni obsługuje Samsung Galaxy SII oraz SIII, HTC One oraz Samsung Nexus.

Wcielenie tej funkcjonalności jest dużym krokiem naprzód zarówno dla payleven, jak i dla Przedsiębiorców prowadzących właśną działalność gospodarczą oraz ich Klientów. Od tego momentu płatności mobilne mogą być dokonywane na 90% smarfonów w Polsce, wliczając te z systemem iOS (do ściągnięcia z Apple Store) i Android (Google Play), co jest motorem napędowym do dalszych działań firmy.

Zasady payleven pozostają niezmienne: przedsiębiorca rejestruje się na stronie: payleven.pl, czytnik kart otrzymuje pocztą, a aplikację pobiera bez żadnych opłat ze sklepu z aplikacjami. Od tego momentu może przyjmować płatności kartą! W samej aplikacji wpisuje kwotę transakcji, przeciąga kartę przez czytnik i prosi swojego Klienta o podpis. Na koniec opcjonalnie można wysłać potwierdzenie dla Klienta na wskazany adres mailowy.

payleven.pl zarabia tylko wtedy, gdy zarabia Przedsiębiorca. Brak opłat abonamentowych za korzystanie z urządzenia powoduje, iż przedsiębiorca płaci wyłącznie za zrealizowane transakcje. Dlatego mogą sobie na nie pozwolić mali przedsiębiorcy, dla których inna oferta przyjmowania płatności kartami była zbyt droga. Dotychczas w przypadku tradycyjnych płatności kartami, w sytuacji, gdy obrót spadał, umowa na dzierżawę terminalu nie wygasała, a przedsiębiorca nadal zmuszony był do ponoszenia stałych i wysokich kosztów wynikających z umowy. Payleven pobiera tylko niską prowizję od transakcji: 2,95% + 37 gr.

Tomasz Danis zarządzający Rocket Internet Poland, firmy która jest inwestorem payleven.pl: „Obserwując potrzeby polskiego rynku zauważyliśmy ogromny popyt Klientów na usługę Payleven obsługiwaną na smarfonach i tabletach z systemem Android. Od tego momentu będzie on całkowicie zaspokojony. Umożliwi to obsługę wszystkich przedsiębiorców, którzy chcą przyjmować płatności kartą od Klientów bez ponoszenia wysokich kosztów. Wspólnie z całym zespołem dokładamy starań, aby usługa była dostępna na wszystkich modelach telefonów. Wierzymy w innowacyjność naszego produktu, w szczególności, że pierwsi Klienci potwierdzają prostotę i wygodę!”

Transakcje Payleven spełniają najwyższe wymogi bezpieczeństwa stawiane przez rynek płatności. Dane poufne przesyłane są zaszyfrowanym połączeniem, a ścisła współpraca z międzynarodowym liderem w obsłudze usług płatniczych gwarantuje pewną i bezproblemową finalizację transakcji. Przedsiębiorca otrzymuje wpłatę na konto do siedmiu dni, a nie po trzydziestu, jak w przypadku niektórych tradycyjnych rozwiązań.

Darmowe, łatwe w użyciu i proste do skonfigurowania oprogramowanie sprawia, że Internet staje się lepszym, bezpieczniejszym miejscem dla dzieci.

Sony prowadziło nowe oprogramowanie do nadzoru rodzicielskiego, którego celem jest zapewnienie lepszej ochrony dzieci i rodzin w Internecie. System Parental Controls jest preinstalowany we wszystkich przeznaczonych na rynek europejski urządzeniach VAIO z systemem Windows 8. Dzięki niemu rodzice mogą w kilka minut stworzyć swoim dzieciom warunki do bezpieczniejszego korzystania z Internetu.

Badania wykazały, że łatwy dostęp do urządzeń podłączonych do Internetu mają nawet pięcioletnie dzieci, a 6 na 10 rodziców często pozwala swoim dzieciom surfować po sieci bez nadzoru dorosłych. Nowe oprogramowanie jest pomyślane jako pomoc dla rodziców i nauczycieli, którzy chcą przekazywać najlepsze sposoby bezpiecznego, odpowiedzialnego korzystania z Internetu. Łatwe do odszukania wyskakujące okienka systemu McAfee Parental Controls proponują klientom skonfigurowanie systemu podczas pierwszego uruchomienia, a odpowiednia ikona na pasku zadań ułatwia odnalezienie go w celu późniejszej zmiany ustawień.
VAIO Duo

— Rodziny i dzieci w coraz większym stopniu wykorzystują Internet w celach poznawczych, do nauki i do zabawy — mówi Serge Foucher, wiceprezes wykonawczy ds. zgodności, relacji zewnętrznych i technologii w Sony Europe. — I chociaż w sieci można znaleźć wiele nowych, fascynujących i bezpiecznych treści, wszyscy mamy świadomość obecności w niej także materiałów mniej pozytywnych. Ważne jest, byśmy współpracowali nad stworzeniem bezpiecznego środowiska, zapewniającego naszym klientom najlepszą możliwą ochronę. Dzisiejsza inicjatywa dotycząca gamy naszych produktów VAIO przeznaczonych na rynek europejski pokazuje, że bezpieczeństwo naszych klientów ma dla nas pierwszorzędne znaczenie.

— Sony zawsze stara się zapewnić wszystkim użytkownikom swoich urządzeń, zarówno najmłodszym jak i starszym, najlepsze możliwe wrażenia. W tym celu firma współpracuje z czołowymi podmiotami z branży. Mamy nadzieję, że system McAfee Parental Controls, stworzony wspólnie z zespołem McAfee, ułatwi rodzicom tworzenie inspirujących środowisk, w których ich dzieci będą mogły bezpiecznie uczyć się, odkrywać i dorastać.

— Ścisła współpraca z naszymi partnerami, która służy wprowadzeniu na rynek nowych, innowacyjnych rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo użytkownikom Internetu, to naszym zdaniem konieczność — mówi Nick Viney, wiceprezes McAfee ds. konsumenckich, urządzeń mobilnych i małego biznesu w regionie EMEA. — Chcemy zapewnić rodzicom spokój ducha i przekonanie, że ich dzieci bezpiecznie korzystają z Internetu i stykają się w nim z odpowiednimi treściami.

System McAfee Parental Controls jest dostępny we wszystkich aktualnych i wprowadzanych w najbliższym czasie modelach VAIO z systemem Windows 8 przeznaczonych na rynek europejski. W Polsce są to: VAIO Duo 11, seria VAIO T 13 i seria VAIO E 14. Od wiosny 2013 r. będzie ponadto dostępny w modelach sprzedawanych w Rosji.

Brak zainteresowania rodziców tym co robią ich pociechy w sieci naraża dzieci, zarówno te prawie dorosłe, jak i te kilkuletnie, na liczne niebezpieczeństwa. Zdarza się, że dzieci korzystające z Internetu bez nadzoru opiekunów, trafiają na niewłaściwe strony WWW lub stają się obiektem cyberprzemocy, z którą nie potrafią sobie poradzić. W poczuciu bezsilności dzieci mogą posunąć się do najgorszego i jak 16-letnia Amanda Todd z Kanady, nie potrafiąc uwolnić się od swoich cyberprześladowców, odbiorą sobie życie.
- Przed wypuszczeniem dziecka z domu na podwórko, każdy rodzic recytuje zestaw rad i ostrzeżeń - "uważaj przed wejściem na jezdnię", "wróć przed 12:00" albo "nie ufaj nieznajomym". Niewielu dorosłych w podobny sposób postępuje w momencie, gdy dziecko zasiada przed komputerem czy bierze w dłoń smartfon lub tablet i uruchamia przeglądarkę internetową, czy komunikator - zauważa Kamil Sadkowski, analityk zagrożeń z firmy ESET.

Konieczne jest uświadomienie dzieciom niebezpieczeństw, jakie mogą czyhać na nie w sieci. Internet to nie tylko klipy muzyczne w serwisie YouTube, czy najlepsi szkolni przyjaciele na Naszej Klasie czy Facebooku. To także miejsce, w którym przypadkowo można natknąć się na serwisy zawierające niecenzuralne i brutalne treści lub spotkać osoby, które mogą chcieć wyrządzić dziecku krzywdę. Mimo tego, jak wynika z badań przeprowadzonych w ubiegłym roku przez irlandzki oddział firmy ESET wśród 1000. rodziców, bez nadzoru podczas korzystania z sieci pozostaje 27% sześciolatków i siedmiolatków oraz 73% szesnastolatków.

- Pomimo ogólnej świadomości zagrożeń, rodzicom najnormalniej w świecie odpowiada to, że ich dzieci zamykają się w swoich pokojach z komputerami, czy smartfonami. Angielskie powiedzenie mówi, że dzieci może być widać, ale nie może ich być słychać. I ogrom rodziców stosuje się do tej właśnie maksymy. To nie Internet jest niebezpieczny podobnie, jak nie jest groźny alkohol, narkotyki, czy ciemne zaułki w parkach. Groźny jest brak rozmowy, brak zaufania i brak myślenia - zwraca uwagę Aneta Stremska, doktor socjologii Uniwersytetu Śląskiego i trener katowickiego ośrodka szkoleniowego ACS DAGMA.

Kluczowym aspektem skutecznego nadzoru nad poczynaniami dziecka w sieci jest odbywanie z nim regularnych i szczerych rozmów, podczas których powinny zostać ustalone reguły korzystania z komputera i Internetu. W wypadku najmłodszych, kilkuletnich dzieci, dobrym pomysłem jest ustalenie zasady korzystania z sieci wyłącznie w obecności rodziców. Osobnym zagadnieniem rozmowy z nastolatkiem powinien być problem sekstingu - dzielenia się własnymi zdjęciami lub filmami o charakterze erotycznym z innymi osobami, najczęściej za pośrednictwem Internetu lub wiadomości MMS. Tu, jak podkreśla doktor Aneta Stremska, istotne jest uświadomienie dziecku konsekwencji, na jakie może narazić je zabawa z wykorzystaniem własnego wizerunku. Warto uświadomić dziecku, że raz wysłana wiadomość ze zdjęciem może zostać przesłana przez odbiorcę dalej. W ten sposób zdjęcie lub film mogą trafić do osób, które nie powinny stać się adresatami danej korespondencji.

Rodzice, którzy obawiają się, że nie zapanują nad aktywnością swoich pociech w sieci, mogą dodatkowo zabezpieczyć komputer za pomocą jednego z dostępnych na rynku pakietów bezpieczeństwa z funkcją kontroli rodzicielskiej. W podobny sposób można zabezpieczyć smartfon, instalując aplikację ochronną, która zablokuje możliwość wysyłania i odbierania wiadomości MMS od nieznanych osób. W ten sposób wyeliminowane zostanie ryzyko uwikłania dziecka w problematyczną i stresującą sytuację, np. wynikającą z sekstingu. Bezpłatne wersje testowe tego typu aplikacji producenci zwykle udostępniają na swoich stronach

Popularne posty

KONFERENCJE